poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Rozdział 12: Zakład

  – Co ja tutaj robię?! To raczej ja powinnam się zapytać o to ciebie!
  – Angie…
  – Nie przerywaj mi! – zmierzyła go wściekłym wzrokiem. – Cały pociąg huczał o tym, że spędziłeś podróż z nią, ale ja się tym nie przejmowałam, byłam pewna, że jesteś mi wierny. Potem  ta impreza u was, na którą nie raczyłeś mnie zaprosić, a ją zapewne tak. I teraz TO! Obściskujesz się z NIĄ, a na listy ode mnie nawet nie raczysz odpowiedzieć?!
  – To wszystko nie jest tak jak myślisz! W życiu bym cię nie zdradził. Może ta sytuacja wyglądała dwuznacznie, ale… – nie dokończył, bo przerwała mu stająca koło niego Hermiona.
  – Ale ja mam chłopaka. Chciałam się doradzić Freda, bo on jest lepszy w te klocki niż ja.
Cała trójka spojrzała na nią równie zdziwionym wzrokiem. George, aż zakrztusił się ze zdziwienia, Fred wyglądał jakby ktoś potraktował go drętwotą, a Angelina przyglądała się je j z mieszanką szoku, ale i radości w oczach.
  – Emm, to faktycznie zmienia postać rzeczy. Kto jest tym szczęśliwym wybrankiem? – zapytała, a w jej głosie można było wyczuć lekką ironię.
  –Matt – odpowiedziała z uśmiechem na twarzy Granger. – Ten z rocznika bliźniaków.
Johnson po raz pierwszy w życiu wyglądała tak, jakby nie wiedziała co powiedzieć. Zaciskała dłonie w pięści, tylko po to by po chwili je rozluźnić.
  – Ty i Amans? Przecież on wyrywa laski tylko w jednym celu…
Hermiona uśmiechnęła się przymilnie i zrobiła krok w stronę ciemnoskórej Gryfonki. Cały czas czuła na sobie czujny wzrok Freda, co trochę ją krępowała, ale mimo to starała się zachować pozory pewności siebie.
  – Mogłabyś nie obrażać mojego chłopaka?
Johnson prychnęła, a na jej twarzy pojawił się przebiegły uśmieszek.
  – Oczywiście, że mogłabym, ale ja go nie obrażam. Tylko stwierdzam fakty maleńka, – puściła jej oczko, na co Hermiona wywróciła oczami  – ale okej,  odwołam to co powiedziałam jeśli zobaczę was razem we wrześniu. Całujących się.
Przełknęła gulę, która momentalnie stanęła jej w gardle. Głos w jej głowie cały czas krzyczał, by tego nie robiła, ale ona nie mogła się już wycofać. Hermiona Granger nigdy się nie wycofuję. Nigdy się nie poddaję. I nigdy nie przegrywa.
  – Okej, umowa stoi – uścisnęła dłoń Angeliny, co sprawiło, że na twarzy starszej z Gryfonek momentalnie pojawił się  triumfalny uśmiech. Odsunęła się od Hermiony i podeszła do Freda.
  – Kotek, – położyła dłoń na jego torsie – za bardzo się uniosłam. Chodźmy stąd, porozmawiajmy na spokojnie…
 Skinął głową, a Angelina pociągnęła go w stronę Nory. Szedł za nią, jednak jego wzrok cały czas skupiony był na Hermionie, która usilnie wpatrywała się w swoje buty.
  – Za jakie grzechy zostałem skarany taką bratową? – wyszeptał George podchodząc do niej.
Hermiona uśmiechnęła się lekko i przeniosła wzrok na chłopaka.
  – To jaka jest twoja wymarzona bratowa?
Położył dłoń na jej ramieniu, uśmiechając się tak jak tylko Weasleyowie potrafią.
  – Taka jak ty Hermiono.
Nie czekając na jej odpowiedź, ruszył również w stronę domu. Po chwili jednak przystanął i ponownie obrócił się w jej stronę.
  – Kiedy skończycie się w to w końcu bawić, co?
Granger niezbyt rozumiała co chłopak ma na myśli. Spojrzała na niego zdziwiona.
  – Nie rozumiem o co ci chodzi George.
  – Ehh…nie jestem ani ślepy, ani głupi Hermiono.
Zniknął w ogrodzie prowadzącym do Nory, zanim cokolwiek zdążyła powiedzieć.  Została sama. Usiadła ponownie na ziemi, ukrywając twarz w dłoniach.
  – No to się wkopałaś Granger… – wyszeptała sama do siebie.

  ***



W pokoju było już całkowicie ciemno. Równomierny oddech dziewczyny, łaskotał jego nagi tors. Delikatnie, starając się jej nie obudzić, wyciągnął rękę spod jej ramienia, zastępując ją poduszką.  Na palcach przedostał się do drzwi i wyszedł na korytarz. Zszedł na niższe piętro i nagle wpadł na kogoś.
  – Ała! Uważaj jak chodzisz pajacu! – krzyknął Ron.
  – Wybacz stary, nie myślałem, że ktoś jeszcze nie śpi o tej godzinie – powiedział Fred, pomagając wstać bratu z podłogi.
  – Mama wysłała mi list, że Hermiona przyjechała. Jest w pokoju Ginny?
  – Tak, ale już śpi. Położyła się wcześniej, bo bolała ją głowa – skłamał.
  – A, dobra. To w takim razie też idę spać, przywitam się z nią jutro – ruszył w stronę drzwi do swojego pokoju. – Dobranoc.
  – Dobranoc – wymruczał pod nosem, czekając aż drzwi za Ronem się zamkną.
Gdy tylko wszedł do pomieszczenia, poczuł że na jego ciele pojawia się gęsia skórka. Jak można spać całą noc przy otwartym oknie? Szybko przemierzył odległość dzielącą go od łóżka i wsunął się pod pościel.
  – Wiedziałem, że zimna z ciebie kobieta, ale żeby siedzieć w lodówce?
Hermiona obróciła się tak, że leżeli teraz ze sobą twarzą w twarz.
  – Pakujesz się kobiecie do łóżka i jeszcze masz czelność się czepiać?
Uśmiechnął się, czego w tych ciemnościach zbytnio nie mogła zauważyć.
  – Dokładnie tak. Inaczej nie nazywałbym się Fred Weasley. Bezczelność mam we krwi.
Zapadła chwila ciszy. Nie była to jednak cisza niezręczna czy krepująca, a przyjemna. Taka, która może istnieć tylko i wyłącznie między dwójką dobrze rozumiejących się osób.
  – Dlaczego to zrobiłaś? – zapytał, gdy milczenie przestało być wystarczające.
  – Nie wiem o co ci chodzi – odpowiedziała oschle.
  – Właśnie, że doskonale wiesz.
Poczuł jak łóżko delikatnie drży, co oznaczało że śmieje się.
  – Zabawne, kilka godzin temu to samo powiedział mi twój brat.
  – Dlaczego ratowałaś mi tyłek przy Angie? – nie dał się zbić z tropu.
  – Bo nie chciałam, żeby wasz związek rozpadł się przeze mnie…
Westchnęła cicho, przez co poczuł ogromną ochotę by ją przytulić. Powstrzymał się jednak, wiedząc że nie powinien tego robić.
  – Przecież to nie była twoja wina. To, że ona pomyślała sobie to co pomyślała, nie oznaczało że byliśmy winni. I jeszcze ten debilny zakład…
  Dziewczyna dalej milczała, więc Fred przysunął się jeszcze bliżej niej, tak że teraz ich uda, brzuch  i klatki piersiowe stykały się ze sobą. Gdy tylko poczuł jej drobne ciało przylegające do jego torsu, fala gorąca sparaliżowała każdy nerw w jego ciele. Czuł, że to jak działa na niego jej bliskość nie jest dobre. Była tylko dobrą koleżanką, których oprócz niej miał jeszcze wiele, a jednak tylko ona potrafiła obudzić w nim tyle emocji na raz. Nie wiedział czemu to robi, ale nie mógł zapanować nad swoim ciałem. Jego dłoń wsunęła się na jej talię, idealnie się do niej dopasowując, jakby była stworzona do jej obejmowania. Hermiona cicho jęknęła, gdy jego palce musnęły skórę, w miejscu gdzie piżama się podwinęła. Nie strąciła jednak jego dłoni tak jak przewidywał co uznał za dobry znak.
  – Czy to co powiedziałaś…Czy ciebie i tego dupka Matta naprawdę coś łączy?
  – Ehh … – westchnęła – on bardzo by tego chciał. Przeprowadził się i teraz mieszka kilka domów ode mnie. Nikogo tutaj nie zna, więc większość czasu spędza ze mną pod pretekstem poznawania okolicy. Polubiłam go, naprawdę, ale narzucił trochę za szybkie tempo jak dla mnie, bo po tym wszystkim co o nim słyszałam ciężko byłoby mi mu zaufać…
W tym momencie Fred ucieszył się, że w pokoju panował mrok. Przynajmniej Hermiona nie mogła zobaczyć uśmiechu malującego się na jego twarzy. Ze słów dziewczyny bezproblemowo mógł wywnioskować, że Amans nie ma u niej szans. Pozostawała jednak kwestia zakładu…
  – A zakład? Wiesz, że Angelina nie odpuści…
  – Wiem, dlatego spełnię fantazję Matta i zostanę jego dziewczyną – odpowiedziała całkiem spokojnym głosem, jakby właśnie opowiadała o historii Hogwartu, a nie o swoim życiu miłosnym.
Fred poczuł, że zamurowało go. Ostatnio coraz częściej zdążało mu się to w jej obecności. To aż nieprawdopodobne, że ktoś potrafi doprowadzić go do takiego stanu w którym brakuję mu słów. Westchnął.
  – Hermiono…Mionka, to naprawdę najbardziej idiotyczny pomysł jaki zdarzyło mi się usłyszeć z twoich ust…
Nie odpowiedziała. Poczuł, że jej ciało napięło się niczym strzała w łuku, gotowa do lotu.
  – Cze..czemu mnie tak nazwałeś? – wyszeptała, dziwnie zachrypniętym głosem.
  – Jak? Miona?
  – T…ttak…czemu akurat tak?
  – Nie wiem – odpowiedział zgodnie z prawdą. – Tak po prostu przyszło mi to na myśli. Brzmi bardziej pieszczotliwie niż Hermiona, więc pomyślałem…ale jeśli nie chcesz to nie będę cię tak nazywać!
  – Nie!—wykrzyknęła – Chciałabym żebyś mówił tak do mnie jak najczęściej…
  – Wedle życzenia Mionko – nim zdążył pomyśleć co robi, cmoknął ją w czubek głowy.
To co się z nim działo, kiedy była blisko było nie do opisania. Nie rozumiał tego. Czuł się tak jakby była mu kimś niezwykle bliskim, ważnym, a z drugiej strony nie rozumiał skąd ta więź się bierze. Czasami bał się, że zaczyna wariować…albo że Hermiona przetestowała na nim jakieś zaklęcie.
  – Miona?
Brak odpowiedzi. Pogładził ją delikatnie po policzku i jak najdelikatniej wygrzebał się z łóżka.
  – Dobranoc śpiochu… – wyszeptał, wychodząc.


Angelina nadal spała. Gdy  położył się koło niej, od razu przylgnęła do jego torsu, ale tym razem jego ciało w żaden sposób nie zareagowało. Przerażało go to, że w taki sposób reaguję na Hermionę, a bliskość jego własnej dziewczyny nie oddziałuję na niego w żaden sposób. Podłożył dłoń pod głowę i wpatrywał się w ciemność nie mogąc uspokoić kłębiących się w jego głowie myśli. Angelina była piękna, odważna, zabawna, ale również wybuchowa, porywcza, władcza. Nigdy nie wiadomo czego akurat można się po niej spodziewać. To było dl niego bardzo pociągające, ale tylko na początku. Na dłuższą metę taka wybuchowa mieszanka emocjonalna okazała się naprawdę wykańczająca. Coraz częściej zastanawiał się czy nie powinien tego zakończyć, jednak chciał dać jeszcze jedną szansę temu związkowi, bo wbrew temu co o nim mówiono, naprawdę uważał miłość za coś głębszego i ważnego.

 ***

Hermiona wstała dziś w wyśmienitym nastroju. Postanowiła nie przejmować się docinkami Angeliny i utrzeć jej trochę nosa. Specjalnie założyła dość obcisłą, szarą sukienkę i lekko się podmalowała, by wyglądać  bardziej kobieco. Zeszła do kuchni i zabrała się za przygotowywanie śniadania, którym tradycyjnie były naleśniki. Gdy tylko zapach pyszności przygotowywanych przez Gryfonkę rozszedł się po domu, od razu w kuchni pojawiły się dwie rude czupryny.
  – Czeeeeeść Hermiono – powiedział, ziewając  George, po czym usiadł za stołem.
Ron podszedł do przyjaciółki i mocno ją przytulił.
  – Dobrze cię znowu widzieć!
  – Ciebie również Ron! – odpowiedziała, jeszcze raz się do niego przytulając.
  – Cieszę się, że przyjechałaś. Pisanie listów to naprawdę męczące zajęcie!
Granger pokręciła głową z dezaprobatą i pacnęła go w ramię. Zaśmiał się i również zajął miejsce przy stole, a Hermona postawiła przed nimi talerz parujących jeszcze naleśników.
  –  Cześć wszystkim! – rozległ się za jej plecami damski głos. Hermiona udałą, że jest niezwykle zajęta robieniem herbaty, a Gryfonka jak gdyby nigdy nic zajęła miejsce za stołem i nie pytając o zgodę, wzięła sobie naleśnika.
  – Muszę przyznać Granger, że nie tylko w nauce jesteś dobra, talent kulinarny też posiadasz!
  – Dzięki – odburknęła, siląc się na jak najmilszy ton.
Kilka minut później na schodach rozległo się stukanie i do kuchni wparował kolejny  Weasley – Fred. Zlustrował pomieszczenie wzrokiem, który chwilę za długo zatrzymał się na ciele Hermiony, po czym usiadł koło swojego brata bliźniaka.
  – Życzyłbym wam smacznego, ale patrząc po waszych minach wnioskuję, że jest to niezwykle smaczne.
  – Stary, Hermiona ma lepsze wyczucie smaku niż nasza mama! Te naleśniki są obłędne!
Granger zarumieniała się. Nigdy nie potrafiła przyjmować komplementów, zawsze ją peszyły.
  – Tak sobie pomyślałam Hermiono, może zaprosisz tu dziś swojego chłopaka?
Ron zaczął kaszleć, dławiąc się naleśnikiem który akurat miał w ustach. Gdy udało mu się ponownie złapać oddech spojrzał załzawionymi oczami na przyjaciółkę.
  – Ty masz chłopaka?!
George poklepał go po ramieniu.
  – Nie płacz brachu, jak nie ta to następna – zażartował, na co wszyscy wybuchli śmiechem. Angelina jednak nie dawała za wygraną.
  – Tak, nasza mała Granger chodzi z Amansem! – uśmiechnęła się. –To co Granger, jesteś za? Pewnie się nudzi, a razem z nami spędzi przyjemne popołudnie!
Hermiona wzięła głęboki wdech i sztucznie się uśmiechając spojrzała na dziewczynę.
  – Wiesz co? W sumie to masz rację. Zaraz do niego napiszę.

Obróciła się na pięcie i wyszła. Zaszyła się w pokoju Ginny, gorączkowo rozmyślając nad rozwiązaniem tej sytuacji. Po chwili jednak doszła do wniosku, że podejmie grę. Usiadła przy biurku i wyciągnęła kawałek pergaminu z torby. W skrócie opisała Mattowi jak wygląda sytuacja  i poprosiła go o to, by udawał jej chłopaka. W końcu kto nie ryzykuję, ten nie zyskuję.
Znalezione obrazy dla zapytania gif fremione
***
Cześć! Głupio mi było cokolwiek napisać (właściwie to nadal mi głupio), po tak długiej przerwie, bo zawsze wtedy czuję się tak jakbym Was zawiodła, a nienawidzę zawodzić ludzi. Nie będę Was okłamywać, że rozdziału nie było bo to, bo tamto itp. Itd. Nie było go tak długo ponieważ harowałam po 12 godzin, żeby nie musieć ciągnąć hajsów od rodziców i wracając do domu najzwyczajniej nie miałam siły na pisanie. Właściwie to nie miałam nawet weny, bo mój mózg pragnął tylko obejrzenia dobranocki (czyt. Odcinka Tenn Wolfa) i pójścia spać. Zaczynam się zastanawiać czy dam radę doprowadzić blogaa do końca. W tym roku maturalna klasa, więc zobaczymy jak to będzie. Mam nadzieję, że następny rozdział uda mi się dodać o wiele szybciej, ale nic nie obiecuję. Bardzo Was za to wszystko przepraszam!
Buziaki i do usłyszenia!

niedziela, 24 lipca 2016

Rozdział 11: Misja specjalna cz.2

Odkąd tylko zapoznała się z listem od Molly nie mogła znaleźć sobie miejsca. Spakowała już swoją torbę podróżną, posprzątała w pokoju, a nawet pozmywała naczynia, czego robić bardzo nie lubiła. Ciągle starała się czymś zająć, byle tylko nie myśleć o spotkaniu z Fredem. Od sytuacji w pociągu nie miała okazji z nim porozmawiać, a nie była pewna co on sobie mógł o niej pomyśleć po tym  wszystkim. Nie mogła powiedzieć, że żałowała tego co zrobiła (bo o dziwo nie żałowała), ale nie mogła również pojąć, skąd znalazła w sobie tyle odwagi by w ten sposób się zachować. Była pewna, że na sam jego widok, jej policzki zapłoną purpurą… Nie, przestań Hermiono! Miałaś o tym nie myśleć!
Zrobiła kilka głębszych wdechów, po czym podeszła do szafy i wyciągnęła z niej parę starych, dresowych spodni i jakąś obcisłą koszulkę, która tak właściwie to była już na nią trochę za mała. Odziana w taki strój bojowy ruszyła do ogrodu. Z garażu wyciągnęła kosiarkę. Tata już jakiś czas temu ją o to prosił, ale jakoś nigdy się do tego nie kwapiła, jednak w tej sytuacji zajęcie to wydawało się wręcz idealne. Doszła do wniosku, że nic tak dobrze nie zagłusza myśli jak dźwięk kosiarki.
Ogródek państwa Granger nie zajmował zbyt dużej powierzchni, jednak przy wysokiej jak na tą część Anglii temperaturze, nieźle się zmęczyła. Wyłączyła maszynę i wierzchem dłoni starła z twarzy pot.
  – Nie powiem, że mi się nie podobało. Nigdy bym nie pomyślał, że kobieta z kosiarką może wyglądać tak seksownie! – zażartował.
Hermiona nie zauważyła go wcześniej. Szczerze powiedziawszy miała nadzieję nikogo nie spotkać będąc w tym niezbyt wyjściowym stroju, a tym bardziej na pewno nie chciała spotkać tak przystojnego chłopaka będąc w takim stroju!  Spuściła wzrok, starając się ukryć swoje zawstydzenie.
  – Matt…eee..Długo tutaj stoisz?
Chłopak zaśmiał się perliście, ukazując garnitur równiutkich i śnieżnobiałych zębów, a w jego policzkach od razu pojawiły się słodkie dołeczki na widok których miękły kolana prawie wszystkim dziewczynom w Hogwarcie. Hermiona czuła, że jej kolana mimo jej sprzeciwu również zaczynają mięknąć na ten widok. Dupek!  Wyszeptał w jej podświadomości tak dobrze znany jej głos.
  – Wystarczająco długo by zauważyć, że w tych spodniach masz naprawdę świetne pośladki! – rzucił jak zwykle bez cienia skrępowania. Chyba świetnie się bawił wprowadzając ją w zakłopotanie. Jego poza mówiła sama za siebie. Jedną rękę opierał o furtkę, co chwilę mierzwiąc nią włosy, a drugą dłoń trzymał w kieszeni. Widać było po nim, że w przeciwieństwie do niej, jest całkowicie wyluzowany. Hermiona żałowała, że w tej chwili nie doznaje takiego samego przypływu energii jak wtedy w pociągu, jednak tylko obecność Freda była w stanie wpłynąć na nią w ten specyficzny sposób. Matt dalej jej się przyglądał, widocznie czekając na podjęcie przez nią jego gry.
  – Nooo, to co cię do mnie sprowadza? – wydusiła w końcu z siebie.
Pokręcił głową z dezaprobatą.
  – Nie ładnie Hermiono, nie ładnie. Może byś się chociaż ze mną przywitała zanim zaczniesz mnie przesłuchiwać?
  – A tak, przepraszam. Wchodź, zapraszam – wskazała dłonią miejsce na huśtawce. – Siadaj.
Chłopak znów pokręcił głową z udawanym niezadowoleniem na twarzy. Podszedł do niej i odgarnął jej z twarzy kosmyk. Gryfonka czuła jak jej puls  przyspiesza. Matt zanurzył rękę w jej puszystych lokach, a ona wstrzymała na chwilę oddech, sama nie wiedząc dlaczego. Przybliżył swoją twarz do jej, a ona, mimo że każda jej cząstka krzyczała, wręcz błagała o to by się od niego odsunęła, dalej stała w tym samym miejscu. Po chwili, która jej wydawała się wiecznością, na twarzy Matta ponownie pojawił się ten sam rozbrajający uśmiech. Uniósł dłoń, a przed twarzą zamajaczył jej liść.
  – Miałaś go we włosach – powiedział, dalej się uśmiechając i nie oddalając swojej twarzy od twarzy młodszej Gryfonki. Starał się utrzymać z nią kontakt wzrokowy, ale było to wręcz niemożliwe przez zawstydzenie dziewczyny. Cmoknął ją w policzek i odsunął się.
  – I teraz możemy rozmawiać – zaśmiał się, siadając na huśtawce, jakby to co stało się przed chwilą zupełnie nie miało miejsca.
Zdezorientowana dziewczyna, obróciła się na pięcie i wprowadziła kosiarkę do garażu. Tak naprawdę był to tylko pretekst po to by znaleźć kilka minut na ochłonięcie. Oparła się o ścianę pomieszczenia, robiąc kilka głębszych wdechów. Czuła się strasznie zagubiona. Nie miała czasu na miłość i doskonale o tym wiedziała, ale z drugiej strony, cos lub ktoś wewnątrz niej wręcz o tę miłość błagał. Sama nie była pewna co tak naprawdę czuję i to przytłaczało ją jeszcze bardziej.
Wróciła do ogrodu starając się zachować pozory niewzruszonej. Uśmiechnęła się ciepło i usiadła na huśtawce obok Matta.
  – Teraz poznam cel twojej dzisiejszej wizyty?
  – Owszem! Mam dla ciebie propozycje nie do odrzucenia!
Dupek! Dupek! Dupek! Opadnie ci szczęka jak jednak twoja propozycja okaże się możliwa do odrzucenia! Odezwał się ponownie znajomy głos w jej podświadomości.
  – Jaką propozycje? – zapytała, zaciekawiona co też może jej zaoferować.
  – Mój kuzyn robi dzisiaj imprezę, mówił że każdy może przyprowadzić kogo tylko zechcę, więc pomyślałem o tobie, o tym żebyśmy poszli tam razem. Co ty na to?
Co ja na to? Co ja na to?! Ja na to mówię stanowcze nie, bo spędzam dzisiaj wieczór z kimś o wiele fajniejszym niż ty! Ponownie odezwał się irytujący głos w jej głowie. Rozmasowała skronie, starając się go zagłuszyć. Powiedz mu! Powiedz mu, żeby spadał!
  – Zamknij się… – wyszeptała.
  – Eee, co? – zapytał Matt, robiąc lekko zdziwioną minę.
Tym razem jej twarz wręcz płonęła żywym ogniem. Machnęła dłonią w powietrzu kilka  razy.
  – To...mucha! Cały czas lata mi koło głowy. Uciążliwe stworzenie – uśmiechnęła się sztucznie.
  – To co powiesz na moją propozycję?
  – Matt, bardzo cię przepraszam. Naprawdę chętnie bym z tobą poszła, ale mam już inne plany .
Jeden zero dla mnie! Krzyknął głos w jej głowie.
  – Kurde, a miałem nadzieję, że przynajmniej teraz uda mi się z tobą zatańczyć. Na balu Bożonarodzeniowym byłaś tak oblegana, że nie mogłem się do ciebie dobić.
To ją zdziwiło. Obserwował ją już na balu Bożonarodzeniowym? Może jednak Gin miała rację mówiąc, że tak naprawdę podoba się wielu facetom, tylko nie zauważa ich i przez to boją się do niej podejść.
  – A mogę wiedzieć co takiego robisz, że wystawiasz mnie?
  – Nie wystawiam cię! Mam bardzo ważną, specjalną misję do wykonania! – uśmiechnęła się tajemniczo, powoli odzyskując pewność siebie.
  – Misję specjalną?
  – Tak, będę robić za opiekunkę.
  – O, to rzeczywiście misja specjalna, wymaga bardzo wiele cierpliwości – poklepał ją lekko po plecach. – To ile lat mają dzieciaki, które mają to szczęście spędzić z tobą dzisiejszy wieczór?
Hermiona lekko się zmieszała.
  – Dzieciaki to raczej nie najlepsze słowo do określenia ich. Tak właściwie to będę niańczyła Freda i George’a…
Brunet wybuchł śmiechem, którego przez kilka minut nie mógł opanować.
  – Od zawsze wiedziałem, że bliźniacy są niezbyt rozgarnięci i często miewają dziwaczne pomysły, ale nie wiedziałem, że do tego stopnia, że potrzeba im niańki! – powiedział, gdy w końcu udał mu się trochę opanować.
Hermionie nie spodobały się słowa chłopaka. Owszem bliźniacy nie zawsze myśleli nad tym co robią, ale to na pewno nie jest powód, żeby od razu nazywać ich nierozgarniętymi.
  – Ich mama poprosiła mnie o pomoc, więc się zgodziłam – odpowiedziała zimnym tonem.
  – Dobrze, dobrze rozumiem. Gdyby jednak towarzystwo Weasley’ów ci się znudziło, daj znać. Mój tata pracuję w Ministerstwie w wydziale komunikacji, więc nasz kominek pozwala przetransportować się dosłownie wszędzie.
Uśmiechnął się i wstał.
  – Dobra, nie zawracam ci dłużej głowy. Zapewne musisz przygotować się na tą ciężką wyprawę. Powodzenia, Mała – ujął jej rękę w swoją i pocałował w wierzch dłoni. Nim Hermiona zdążył jakkolwiek na to zareagować, chłopak zniknął już za żywopłotem. Mówią, że od nadmiaru głowa nie boli, szkoda to to przysłowie nie sprawdza się przy nadmiarze facetów w życiu. Westchnęła i położyła się na huśtawce, ponownie pogrążając się w myślach, które dotyczyły oczywiście spotkania z Fredem.

 ***

Kilka metrów przed nią zmaterializowała się stara, lekko przyrdzewiała konewka. Hermiona do tej pory miała tylko trzy razy okazję podróżować za pomocą tego środka transportu i nie ukrywając, trochę się martwiła, że zagubi się w nicości…ewentualnie, że zamiast w domu Weasley’ow wyląduję np. w łazience pana Lovegood. Głęboki wdech. Jedną dłonią złapała rączkę swojej torby, a drugą chwyciła za konewkę. Świat wokół niej zawirował, a ziemia usunęła jej się spod nóg. Zamknęła oczy, czując jak uczucie nieprzyjemnego ucisku w okolicy żołądka, nabiera na sile. Trzy, dwa, jeden – puściła świstoklik.

Leżała na trawniku przed Norą. Kilka metrów od niej znajdowała się jej torba i stara konewka. Podniosła się, otrzepując ubrania. Jej serce coraz bardziej przyspieszało, ale powodem takiej reakcji wcale nie był strach czy wstyd, ale podniecenie i radość. Mimo tego, że dziewczyna nie dopuszczała do siebie tej myśli to wewnątrz wręcz pękała z radości, że za chwilę znów się z nim zobaczy. Oczywiście Gryfonka tłumaczyła to sobie tym, że ostatnio zbliżyła się do Freda i to tylko i wyłącznie dlatego, że stał się on dla niej przyjacielem. Ehh Granger, kogo ty próbujesz oszukać. 

Drzwi były uchylone, więc pchnęła je i weszła do środka. Nora była miejscem, które naprawdę lubiło się odwiedzać. Pachniała domem, miłością i bezpieczeństwem. Postawiła torbę przy drzwiach i rozejrzała się . Od jej ostatniej wizyty nic się tutaj nie zmieniło. No może nic, poza brakiem kilku wazonów i figurek należących do pani Weasley. Do jej zmysłu węchu dotarł zapach gorącego ciasta drożdżowego na co jej brzuch od razu zareagował głośnym burknięciem, przypominając jej, że od śniadania nic nie jadła. Ruszyła w stronę źródła tej cudownej woni, którym oczywiście okazała się kuchnia.
  – Dzień dobry pani Weasley!– rzuciła w stronę krzątającej się po kuchni rudowłosej postaci.
Kobieta szybko obróciła się w jej stronę z ogromnym uśmiechem wymalowanym na zmęczonej twarzy.
  –Hermiono, witaj! Już zaczynałam się martwić, że jednak nie zdecydowałaś się mi pomóc. – Podeszła do Gryfonki i wzięła ją w objęcia. – Jak wspaniale cię  znowu widzieć kochanieńka!
Odsunęła się od niej na kilka centymetrów i zmierzyła od góry do dołu.
  – Ale jak ty zmizerniałaś dziecko! Siadaj, upiekłam ciasto, zaraz nałożę ci kawałek.
Posłusznie usiadła przy stole. Nora zawsze tętniła życiem, a dziś było w niej wyjątkowo cicho, co lekko ją zaniepokoiło.
  – A gdzie wszyscy się podziali? – zapytała, gdy kobieta postawiła przed nią talerz z ogromnym kawałkiem ciasta, który starczyłby na wyżywienie trzyosobowej rodziny.
  – Ginny pojechała w odwiedziny do Charlie'go. Ron wróci niedługo, bo wysłałam go po zakupy dla ciotki Muriel, a bliźniacy – na jej twarzy pojawił się wredny uśmieszek, który Hermiona doskonale znała, tyle że w męskiej wersji. – Chodź, sama zobaczysz!
Ruszyła za Molly w stronę łazienki. Otworzyła drzwi, a Hermionie ukazał się jeden ze śmieszniejszych widoków jakie było jej dane w życiu widzieć. Fred klęczał na podłodze przed sedesem, a George kucał w wannie. Na ręce mieli założone długie, różowe, gumowe rękawice, a z ich szyi zwisały urocze fartuszki w tym samym kolorze. Gdy tylko spojrzała na nich wybuchła śmiechem, nad którym nie mogła zapanować.
  –Tak, tak wiem. Różowy to nie nasz kolor, od początku ci mówiłem George, że powinniśmy założyć fartuszki w innych kolorach to nie, uparłeś się na ten różowy.
  – Teraz już wiem, że miałeś rację bracie. Przecież mieliśmy taki szeroki zasób kolorów do wyboru. Różowy, różowy i jeszcze różowy!
  – Taaaak, na pewno nasza wspaniała mama nie zrobiła tego celowo, żeby nas jeszcze bardziej upokorzyć. Przecież różowy zawsze był jej ulubionym kolorem.
Oboje skierowali swoje spojrzenia na Molly, na której twarzy malował się wyraz triumfu, gdy obróciła się i wróciła do kuchni, a następnie na duszącą się ze śmiechu Hermionę.
  – Co cię tak śmieszy koleżanko? – zapytali, stając koło niej i kładąc swoje dłonie na jej ramionach.
  – Nie, nie nic – starała się opanować śmiech, ale nie bardzo jej to wychodziło. – Ty…tylko bardzo ładnie wa..wam w różowym!
Panowie wymienili porozumiewawcze spojrzenia, po czym złapali dziewczynę i ruszyli w stronę wanny. Hermiona orientując się co się święci zaczęła się szarpać i bić chłopaków, ale oni byli nieugięci. Wsadzili ją do wanny. Fred złapał za słuchawkę prysznica i skierował ją na Gryfonke.
  – Przeprosisz?
Wystarczyło jedno spojrzenie w jego oczy, by obudzić w niej odwagę. Uśmiechnęła się zadziornie, nie przerywając kontaktu wzrokowego.
  – Ale za co ma przepraszać, przecież to był komplement!
Stojący za nią George, poczochrał jej włosy, śmiejąc się.
  – Fred, ona sama sobie grabi. Prosi się o to, żebyśmy ją trochę zmoczyli.
  – Tak, masz rację bracie. Może trochę zimnej wody otrzeźwi jej umysł?
Hermiona spojrzała nienawistnym spojrzeniem na Freda.
  – Gwarantuję ci, że tego pożałujesz Freddie!
Uśmiech z twarzy rudzielca zniknął, spojrzał na Hermionę bardzo zdziwiony, po czym odłożył prysznic. Rozmasował kark dłonią i wskazał na nią palcem.
  – Tym razem ci się upiekło – powiedział, po czym wyszedł zostawiają ich w niezłym szoku.

***


        Hermiona zeszła ponownie do kuchni, zdziwiona zachowaniem Freda. Wiedziała, że poddanie się w momencie gdy miał nad nią całkowitą przewagę jest do niego niepodobne. I jeszcze wyraz jego twarzy, którego nie mogła pozbyć się sprzed oczu. Wydawał się taki zdziwiony i przerażony jednocześnie.
  – Kochanieńka, naszykowałam ci łóżko w pokoju Ginny. Możesz tam zanieść swoją torbę, a potem zawołaj chłopców i zejdźcie na kolację. Dobrze?
Skinęła głową i ruszyła do pokoju, ciągnąc za sobą torbę, która rytmicznie stukała przy każdym kolejnym uderzeniu w schodek.
Pokój Ginny lśnił czystością, nigdzie nie walały się ubrania, kosmetyki nie zaścielały każdej szafki, a łóżko było perfekcyjnie zaścielone przez co Hermiona przez chwilę się zawahała nie będąc pewną czy nie pomyliła pomieszczeń, ale plakaty najlepszych drużyn Quidditcha zdobiące ściany upewniły ją w tym. Postawił swój bagaż na krześle i rzuciła się na łóżko. Cały czas zastanawiało ją zachowanie Freda. Nigdy wcześniej nie widziała w jego oczach takiej ilości emocji…
Pokój bliźniaków znajdował się naprzeciwko pokoju Ginny. Zapukała i delikatnie nacisnęła na klamkę. Nim zdążyła w pełni otworzyć drzwi, już znalazła się na ziemi. W ostatniej chwili zdążyła się przeturlać na plecy i uniknąć spotkania z tłuczkiem. Niepewnie podniosła się, ale jak się okazało to nie był koniec ataku. Gdy tylko się wyprostowała, w jej stronę pognała chmara złowieszczo świszczących, migających kulek. Pisnęła, rzucając się na łózko. W drzwiach pojawił się zdyszany Fred, który jednym ruchem różdżki unicestwił wszystkie pułapki. Podbiegł do łózka, gdzie leżała skulona Hermiona.
  – Nic ci nie jest? – spytał z wyraźnym przejęciem w głosie.
 Dziewczyna nie odpowiedziała. Widać było tylko jak jej twarz nabiera coraz bardziej czerwonych barw.
  – To pułapka na Rona. Miały go oduczyć wyjadania nam słodyczy. Nie myśleliśmy, że ty tutaj wejdziesz.
Podniosła się do pozycji siedzącej, z wściekłością wymalowaną na twarzy.
  – A czy wam kiedykolwiek zdarza się myśleć?! – wstała, odpychając od siebie chłopaka. – Jesteście dziecinni i nieodpowiedzialni! Nie ważne na kogo była ta pułapka, moglibyście komuś wyrządzić krzywdę, a wtedy zwykłe przepraszam by nie wystarczyło! Czasami naprawdę mam wrażenie, że zgubiliście mózgi…
Fred podszedł do drzwi i otworzył je na oścież.
  – Teraz już przesadziłaś. Ja też czasami mam wrażenie, że jesteś świetną dziewczyną z którą można porozmawiać, pośmiać się. Takim moim ideałem. A potem robisz szopkę jak moja matka, o jakiś głupi żart i jak każdy uważasz nas za idiotów. Wyjdź stąd, chyba że masz jeszcze coś ciekawego do dodania?
Hermionie opadła szczęka. Przez chwilę pozwoliła dojść do władzy swoim starym przyzwyczajeniom z którymi miała walczyć, a tym razem pozwoliła im się pokonać. Nie myślała, że jej słowa tak urażą chłopaka… Spojrzała na Freda, ale ten unikał jej wzroku.
  – Ja…ja miałam zawołać was na…na kolację…
 – Dobrze, zaraz zejdę. A teraz jeśli to wszystko to wyjdź.
Skinęła głową i posłusznie opuściła pomieszczeni. Drzwi zamknęły się za nią z hukiem. Hermiona poczuła, że w kącikach jej oczu zbierają się łzy. Zrobiła kilka głębszych wdechów, starła je i ze sztucznym uśmiechem na twarzy, zeszła do kuchni, gdzie siedział już George i pani Weasley.
  – Siadaj Hermiono – wskazał na krzesło obok siebie. – Opowiadaj, co cię do nas sprowadza? Mówiłaś, że wpadniesz dopiero w drugim miesiącu wakacji. Przyznaj, że tak się za nami stęskniłaś, że nie mogłaś już dłużej wytrzymać.
Zaśmiała się, ale gdy zobaczyła, że do pomieszczenia wchodzi Fred, jej śmiech stał się dziwnie nienaturalny.
  – My…myślałam, że mama wam powiedziała. Na dzisiejszy wieczór mam być waszą opiekunką.
Oboje równocześnie zakrztusili się sokiem, który właśnie pili.
  – Mamo, zwariowałaś? Przecież ona jest od nas młodsza! – odezwał się oburzony Fred.
  – Młodsza, ale o wiele inteligentniejsza i odpowiedzialna.
Z hukiem odstawił szklankę na blat i wyszedł z domu. Hermiona westchnęła i podparła głowę na dłoniach. To na pewno nie będzie przyjemny wieczór…

 ***

Hermiona usiadła obok chłopaka, ale ten nawet nie spojrzał w jej stronę. Nie mogła znieść tego, że jest na nią zły. Nie rozumiała czemu, ale wiedziała, że bardzo zależy jej na utrzymaniu z nim jak najlepszych relacji. Tylko w jego obecności czuła się kimś więcej niż zwykłą kujonką. Tylko przy im czuła się wartościowa i cholernie się tego bała. Bała się tej siły którą dawało jej samo przebywanie z nim. Bała się tego co udawało mu się w niej budzić, czyli uczuć. Westchnęła i szturchnęła go lekko łokciem.
  – Przepraszam…
Chłopak nadal wydawał się nie reagować na jej obecność. Wpatrywał się w falującą taflę wody, ignorując ją. Skoro nie chcę z nią rozmawiać, to nie będzie go zmuszała. Wstała, ale nim zdążyła odejść, złapał ją za nadgarstek. Przyjemne ciepło rozeszło się po jej ciele. Przymknęła powieki, przypominając sobie te wszystkie momenty w których trzymał ją za rękę. Cholera Granger, przecież coś takiego nigdy nie miało miejsca!  Skarciła się w myślach, przerażona kolejną wizją nieistniejących wspomnień.
  – Siadaj – wskazał miejsce obok siebie.
Posłusznie wykonała polecenie, podświadomie starając się usiąść jak najbliżej niego, by czuć bliskość i ciepło jego ciała.
  – Nie rozumiesz w ogóle tego co mnie zabolało Hermiono. To, że nazwałaś mnie dziecinnym to dla mnie żadna ujma. Boli mnie jednak sam fakt, że postrzegasz mnie jako jakiegoś skończonego idiotę. Do niedawna byłem pewny, że uważasz mnie i George’a za kogoś gorszego, ale gdy poznałem cię bliżej, zrozumiałem, że wcale tak nie jest. Myślałem, ze gdy ty poznałaś mnie bliżej to zrozumiałaś, że wcale nie jestem takim dupkiem za jakiego inni mnie mają. Miałem nadzieję, że chociaż ty zauważyłaś we mnie coś więcej, ale dzisiaj zrozumiałem, że jednak się myliłem, że dla ciebie dalej jestem zwykłym idiotą…
  – Wiem, że cię zraniłam. Naprawdę tego nie chciałam. Możesz wierzyć lub nie, ale to co wtedy powiedziałam wcale nie było prawdą. Dałam się ponieść emocjom. Ciężko jest wyzbyć się starych przyzwyczajeń Fred, a szczególnie gdy tym przyzwyczajeniem jest upominanie ludzi dwadzieścia cztery godziny na dobę.
Cień uśmiechu przemknął przez jego twarz, co dało Hermionie nadzieję na uratowanie sytuacji.
  – Tak, to prawda. Twój monolog dotyczący testowania wynalazków na pierwszoroczniakach do dzisiaj odbija się echem w mojej głowie.
Zaśmiali się. Fred lekko stuknął ją ramieniem.
  – Tym razem ci wybaczę, ale na następny raz nie będę już taki łaskawy Czarownico!
Całe jej ciało w jednej chwili zostało sparaliżowane. Czarownico… Ten głos, to słowo… Przed oczami zamajaczyła jej roześmiana, rudowłosa postać mierzwiąca jej włosy i nazywająca ją właśnie w ten sposób, podczas gonienia jej po szkolnych błoniach. To był Fred, to od początku był on…
  – Hermiona, wszystko w porządku? – zapytał, obejmując ją ramieniem i tym samym przywracając jej ciało do normalnego funkcjonowania.
  – Taaak, już wszystko okej – uśmiechnęła się, odruchowo opierając głowę na jego ramieniu. – Odpowiesz mi na jedno pytanie?
Skinął głową, łaskocząc ją przy tym swoim podbródkiem po skroni.
  – Ta sytuacja w łazience… Co się stało, że wyszedłeś? Widziałam w twoich oczach przerażenie.
Westchnął. Czuła jak jego mięśnie napinają się i rozluźniają, ukazując w ten sposób jego podenerwowanie. Zawsze tak reagował, gdy się denerwował.
  – To dość skomplikowane. Miewam czasami dziwne sny. Zazwyczaj niewiele z nich pamiętam, jednak głos i sposób w jaki dziewczyna we śnie wymawia moje imię utkwił mi w głowie. Dzisiaj zrozumiałem, że ten głos należy do… – urwał, słysząc dziwne dźwięki dochodzące od strony domu.
Za ich plecami rozległy się jakieś krzyki, które z sekundy na sekundę stawały się coraz wyraźniejsze. Fred szybko wstał, otrzepując spodnie z trawy, a Hermiona poszła w jego ślady.
  – Co…co ty tutaj robisz? – wydukał Fred.

***


Siemaneczko! Jak widzicie, wystarczyło kilka Waszych komentarzy by udało mi się pokonać swoją barierę twórczą. Kolejny rozdział wleciał o wiele szybcjiej niż myślałam i to tylko dzięki Wam, więc jak widzicie - warto komentować :D A teraz nie przedłużam, bo jutro praca, a ja po nocach na internetach siedze. Jako, że ten rozdział pojawił się tak szybko, to podniose trochę stawkę i bypojawił się kolejny musi być minimum 12 komentarzy!
Do napisania,
Marta Weasley

czwartek, 21 lipca 2016

Rozdział 11: Misja specjalna cz.1

Pani Weasley weszła do domu dokładnie w momencie kończenia przez wyjca monologu Angeliny. Jej źrenice momentalnie się rozszerzyły, a twarz przybrała barwę włosów. Gdy tylko jej spojrzenie napotkało przerażone twarze synów, podniosła ręce i wskazał na nich palcami.
  – Wy dwaj, – tu głośną wciągnęła powietrze – mam  nadzieję, że będziecie mieli dobre argumenty na wytłumaczenie się z tego.
   – Mia..miałaś wwwrócić dopiero ju..jutro! – wyjąkał George, z nutą wyrzutu w głosie.
Molly usiadła na fotelu, nerwowo potupując stopą. Katie niepostrzeżenie wymknęła się z salonu, starając się uciec zanim rozpęta się burza.
   – No to co macie na swoje usprawiedliwienie?
Fred stał oparty o futrynę kuchennych drzwi i starał się porozumieć z bratem samym spojrzeniem, ale pod bacznym okiem matki było to niemal niemożliwe. Westchnął, kopnął leżący przed nim plastikowy kubek i usiadł na kanapie koło brata. Czuł na sobie palące spojrzenie matki. Niechętnie zmierzył się z tym zabójczym wręcz wzrokiem.
   – Dobra mamo, zrobiliśmy małą imprezę. Kilka osób, naprawdę. Mieliśmy zamiar posprzątać, ale ty wróciłaś wcześniej, to wszystko.
  – TO. WSZYSTKO. SYNU?! – gwałtownie wstała ściskając w dłoni jeden z kubków. – Wiesz czym pachnie jego zawartość? Nie wiesz? To ja ci powiem! Niepełnoletnością, a co za tym idzie szlabanikiem!
George już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, ale po spojrzeniu rzuconym mu przez matkę, poddał się.
  – I jeszcze jedno! Nie liczcie nawet na to, że pozwolę wam ponownie zostać samym w domu. Skoro nie zachowujecie się jak na wasz wiek przystało, to jestem zmuszona znaleźć wam jakąś opiekunkę!
  – Mamo! Naprawdę nie ma takiej potrzeby, przecież ciotka Muriel cię potrzebuję, nie możesz zawracać głowy komuś, za każdym razem gdy będziesz musiała do niej jechać. Obiecujemy poprawę!
Molly była jednak nieugięta. Wstała, rzucając im jeszcze wredny uśmieszek i poszła do kuchni. George położył dłoń na ramieniu brata i wyszeptał.
  – Powiem ci stary, że pięknie zaczęliśmy te wakacje. Wole nie wiedzieć jaką karę nam wymyśli.
  – Ja też brachu, ja też. I wolę nie wiedzieć kogo nam ściągnie na głowę…
 Fred wstał zgarniając ze stojącej przed nimi ławy resztki przekąsek.
 – Ja zacznę sprzątać, a ty lepiej leć napisać wiadomości, że jutrzejsza powtórka melanżu jednak się nie odbędzie.



***



Jej stopy ledwo muskają ziemię. Suknia na jej ciele z każdym krokiem faluje coraz bardziej. Przyspiesza. Zapach kwiatów staję się coraz intensywniejszy, wdziera się w jej nozdrza, nie pozwalając poczuć niczego innego. A ona tak bardzo pragnie czuć ten znajomy zapach jego perfum. Drzewa stają się coraz gęściejsze. Zwalnia, gdy zapach kwiatów zastępuję charakterystyczne leśne powietrze. Coś jest nie tak. Czuję to. Wewnętrzny niepokój. Jak dotrzeć na polanę?
Niestrudzenie idzie przed siebie, rozglądając się za ich stałym miejscem spotkań. Uczucie strachu powoli zaczyna wkradać się w jej serce. A jeśli on już nie przyjdzie? Jeśli odszedł?
Nagle wśród drzew rozlega się cichy dźwięk gitary. Czuję jak jej serce, zaczyna wyrywać się do biegu, więc idąc jego śladem, również zaczyna biec. Nie zwraca uwagi na dźwięk dartego materiału, gdy jej suknia zaczepia się o kolejne gałęzie. Muzyka nabiera na wyrazie. Zaczyna być słychać czyiś głos, wtórujący w jej rytm. Zatrzymuję się na chwilę i zamyka oczy, by usłyszeć tekst piosenki. Słowa stają się coraz wyraźniejsze, jakby rozbrzmiewając w jej głowie.

Ostatnio rozmyślałem
Kto się zjawi, by zająć moje miejsce?
Gdy odejdę, będziesz potrzebowała miłości,
Która przegoni smutek z twojej twarzy.
Gdyby wielka fala miała przybyć 
I zalać nas wszystkich
To czy sama wśród piasku i skał
Sprostałabyś rzeczywistości?

Sama nie wie skąd zna tekst piosenki. Słowa same zaczynają wypływać z jej ust, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Gdybym mogła
Poszłabym za tobą wszędzie
Na sam szczyt albo na samo dno
Pójdę za tobą wszędzie…

Gitara ponownie rozbrzmiewa. Uczucie tęsknoty z każdym kolejnym uderzeniem w struny pogłębiało się, utrudniając jej oddychanie. Tak jakby każdy kolejny dźwięk wydany przez instrument dokładał na jej klatkę piersiową kamień. W jej głowie ponownie rozlegają się słowa piosenki, ale tym razem bez problemu rozpoznaje do kogo należy głos, który ją śpiewa.

Być może pewnego dnia
Znajdę sposób, by tutaj powrócić
Czuwać nad tobą, prowadzić cię
W najmroczniejsze z twych dni.
Gdyby wielka fala miała przybyć
I zalać nas wszystkich
Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś
Kto zdoła sprowadzić mnie z powrotem do ciebie
.

Jej usta ponownie otwierają się bez jej wiedzy, by wyśpiewać kolejną zwrotkę.

Zostawiam ci moje serce
Zostawiam ci moją nadzieję
Zostawiam ci moją miłość

Muzyka ustaje. Gryfonka niepewnie otworzyła oczy, ale to co ujrzała to nie jest już las, a dobrze znana jej polana. Nogi same niosą ją w stronę ogromnego drzewa, znajdującego się na jej środku. Tym razem to on na nią czeka. Z daleka nie może dostrzec jego twarzy, a tak bardzo tego pragnie. Wpić się w jego miękkie, ciepłe wargi. Wpatrywać w karmelowe, wesoło oczy… Zarys jego sylwetki staję się coraz wyraźniejszy. Przyspiesza kroku, ale im bliżej się znajduję, tym bardziej biel jego ubioru oślepia ją. Zamyka na chwilę oczy, a blask ustaje. Czyjeś silne ramiona oplotły ją w talii, przyciskając do swojego torsu jej plecy. Oparł podbródek na jej ramieniu, a jej ciało automatycznie zareagowało na jego bliskość. Przyjemne mrowienie i uczucie ciepła – zawsze, gdy jej dotykał tak właśnie się czuła, jakby jej ciało dopiero przy nim budziło się do życia. Wtuliła się w jego ramiona, a on cmoknął ją lekko w czubek głowy.
  – Jak ci się podobało? – wyszeptał wprost do jej ucha.
  – Masz na myśli piosenkę?
  – Mhm – wymruczał.
  – To było…hmm…coś niezwykłego! Ale nie wiedziałam, że potrafisz grać na gitarze. Nigdy wcześniej dla mnie nie grałeś.
  – Bo wcześniej nie potrafiłem – zaśmiał się, sprawiając, że na jej twarz również mimowolnie wpłynął  uśmiech. – Nudno tutaj bez ciebie, więc przynajmniej chciałem nauczyć się czegoś pożytecznego.
Obróciła twarz na tyle ile mogła i przyciągnęła go do siebie, wpijając się w jego usta. Nie mogła znieść tego cholernego zakazu, przez który nie wolno jej było na niego patrzeć. Pragnęła go widzieć, ba, wpatrywać się w niego całymi godzinami, studiować każdą rysę jego twarzy, ponownie uczyć się go na pamięć, ale wiedziała, że nie może. Delikatnie uchyliła usta, pozwalając na pogłębienie pocałunku. Ich wargi tak idealnie do siebie pasowały…
  – Czarownico… – oderwał się od dziewczyny, łapczywie łapiąc oddech. – Nie możesz tak długo się nie widzieć z moją młodszą wersją, każdy dzień rozłąki osłabia mój wpływ na niego.
  – Wiem, wiem, – splotła swoje palce z jego – ale uwierz, że moją młodszą wersją też wcale nie jest łatwo sterować. Czasami mam wrażenie, że jesteśmy dwiema zupełnie innymi osobami…
  – No właśnie, mogłabyś nad sobą panować! – klepnął ją w udo, śmiejąc się. – Zaczynam być zazdrosny!
  – Zazdrosny? – zapytała, lekko zdziwiona.
  – Chodź, pokaże ci jak grać w siatkówkę. Świetnie CZA-RO-WNI-CO! – ironizował Fred. – Jak już tak bardzo chcę podrywać moją kobietę, to mógłby przynajmniej wykazać się oryginalnością, a nie kradnie moje teksty! Dupek!
Hermiona zaśmiała się.
  – Dobrze, następnym razem powiem mu, żeby wykazał się oryginalnością jak będzie do mnie podbijał.
Poczuła jak mięśnie chłopaka gwałtownie się napinają.
  – Następnym razem?! Ma nie być żadnych następnych razów, Miona!
O matunio, na wszystkie chochliki świata! To było to czego jej brakowało. Tylko on zdrabniał jej imię w tak charakterystyczny sposób. Właściwie to tylko on zdrabniał jej imię. Na początku tak strasznie tego nie lubiła, a teraz czekała tylko na to, by znów tak ją nazwał.
  – Powtórz to Zazdrośniku, proszę –  wyszeptała.
  – To, że nie będzie następnego razu z tym dupkiem? Bardzo chętnie! Moja dziewczyna ponownie nie spotka się ze swoim wspaniałym, nowym sąsiadem.
Pokręciła głową, śmiejąc się pod nosem.
  – Ty naprawdę jesteś zazdrosny! – dźgnęła go palcem w brzuch, na co rudzielec zareagował śmiechem. – I doskonale wiesz, że nie o to mi chodziło.
  – A o co, moja droga HERMIONO? – specjalnie zaintonował jej imię.
Wyplątała swoje palce z jego uścisku i skrzyżowała dłonie na piersiach.
  – Okej, skoro tak się bawimy to moja młodsza wersja już jutro wyląduję na randce z gorącym ciachem z sąsiedztwa.
  – Ałaaaaa, skarbie! To był cios poniżej pasa! Ugodziłaś centralnie w moją męską dumę. Dla ciebie tylko ja mogę być ciachem, tortem i każdym innym plackiem, ale nie on!
Ledwo mogła powstrzymać śmiech, ale starała się udawać nieugiętą.
  – Nadal czekam…
Ponownie splótł swoje palce z jej, mimo jej sprzeciwu. Nachylił się, muskając delikatniej jej kark swoimi wargami. Momentalnie na aksamitnej skórze Gryfonki pojawiła się gęsia skórka, na widok czego delikatnie się uśmiechnął. Jego usta skierowały swoje natarcie dalej – na szyję, zagłębienie obojczyka i na końcu płatek ucha.
  – Kocham – cmoknął ją w policzek – cię, – buziak wylądował na skroni – moja słodka – teraz pocałunek złożył na kąciku ust – Hermionko!
Zachichotała cicho, dając sobie zamknąć usta pocałunkiem.
  – Musze wracać, – wyszeptał smutnym głosem – ale postaram się zrobić coś, żeby nasze młodsze wersje jak najszybciej się spotkały, zanim ten dupek Matt poderwie moją kobietę! Obiecuję.
Cmoknął ją szybko w czubek głowy, po czym zniknął.

***

Hermiona niechętnie otworzyła oczy. Zegarek stojący na nocnej szafce wskazywał godzinę dziewiątą trzydzieści, czyli dla Hermiony środek nocy. O ile panna Granger wydaję się osobą nie lubiącą marnować żadnej minuty swojego cennego czasu, o tyle w czasie wakacji ma niezwykłą słabość do spania do południa. W czasie tych dwóch miesięcy łóżko nabiera jakieś dziwnej, szczególnej siły przyciągania, której nie potrafi się oprzeć. Ostatecznie tłumaczyła się tym, że po tylu miesiącach intensywnej nauki każdemu należy się wypoczynek, jednak dziś w jej wypoczynku coś uporczywie przeszkadzało. Rytmiczne stukanie dochodzące od strony okna, nie pozwoliło jej ponownie opaść w ramiona Morfeusza, więc bardzo niechętnie wygrzebała się ze swojego pościelowego kokonu i poczłapała w stronę źródła dźwięku. Na parapecie siedziała mała, beżowa sówka. Hermiona zdziwiła się trochę na jej widok. Jedyną osobą do której ostatnio pisała, był Wiktor, ale list do niego wysłała wczoraj wieczorem, więc zapewne nawet jeszcze nie doszedł. Wpuściła ptaka do pomieszczenia i pospiesznie odwiązała list od jego nóżki. Spojrzała na charakter pisma i bardzo się zdziwiła, gdyż była pewna, że należy on do pani Weasley. Szybko zapoznała się z jego treścią.

Droga Hermiono,
Wiem, że są wakacje i na pewno masz na ich spędzenie wiele planów. Wiem również, że miałaś do nas przyjechać dopiero w drugim miesiącu wakacji, ale bardzo potrzebuję twojej pomocy. Jest to kwestia dosłownie dwóch dni. Nasza ciotka ma problemy ze zdrowiem (znowu) i jestem zmuszona jechać do niej, a jak sama zapewne wiesz, zostawienie Freda i Georga bez nadzoru w domu, zawsze źle się kończy. Nikt inny nie ma czasu by mi pomóc, więc pomyślałam o tobie. Jesteś moją ostatnią deską ratunku kochanieńka. Mam nadzieję, że mogę na Ciebie liczyć. O szesnastej w Twoim ogrodzie pojawi się świstoklik (stara konewka), jeśli przystajesz na moją propozycję to możesz za jego pomocą dostać się do Nory.
Ściskam i całuję,
Molly Weasey

Hermiona musiała kilka razy przeczytać list, by upewnić się, że dobrze zrozumiała jego treść. Miała zostać opiekunką Freda i George’a? Pani Weasley miewała czasami dziwne pomysły, ale ten był już całkowicie absurdalny. Przecież nie było najmniejszych szans na to, żeby bliźniacy jej słuchali. Z drugiej strony była to dobra okazja na spędzenie czasu z Ginny i sprawdzenie co u Rona… I pozostawała oczywiście główna kwestia – Molly nigdy się nie odmawia. Westchnęła i ruszyła w stronę schodów, by poinformować rodziców o swojej zabawie w opiekunkę dla starszych kolegów. Gdyby tylko wtedy wiedziała na co się piszę…

reaction harry potter hp fred weasley george weasley
***

Tak, tak wiem. Strasznie krótki i nic nie wnoszący rozdział, ale musze Wam się przyznać, że mam jakąś blokadę, której nie mogę przełamać. Siedzę nad rozdziałem od wtorku (zeszłego tygodnia!) i udało mi się tylko tyle skleić. Strasznie Was za to przepraszam. Nie wiem co się dzieję, ale mam nadzieję, że uda mi się to pokonać i już w przyszłym tygodniu będę mogła dać Wam długi i ciekawy rozdział, bo mam fabułe w głowie, ale brakuję mi słów na przelanie jej na blogger (nie polecam, to bardzo nieprzyjemne uczucie wgapiać się w klawiaturę i nie wiedzieć od czego zacząć! ). Mam nadzieję, że mi wybaczycie i czekam oczywiście jak zwykle na Wasze komantarze, może one pomogą mi pokonać tę blokadę! Licze na Was kochani <3
PS Muszę się pochwalić - zdałam prawko! :D

Marta Weasley

środa, 13 lipca 2016

Informacja

Cześć! Niestety to nie nowy rozdział, za co bardzo Was przepraszam, ale lada dzień się on pojawi. W pierwszy weekend lipca miałam 18stkę, więc miałam mnóstwo przygotowań z nią związanych, a w tamtym tygodniu pracowałam i gdy wracałam do domu to jedyne o czym marzyłam to odpoczynek. Ale spokojnie, już od wczoraj pracuję nad nowym rozdziałem, więc pojawi się on na dniach.
Buziaki,
Marta Weasley

wtorek, 21 czerwca 2016

Rozdział 10: Głosy

                Hermiona weszła do domu, już w progu ściągając buty. Szybko ominęła Krzywołapa, który zaczął się do niej łasić i rzuciła się na kanapę.
   – Moje nogi umarły.
Rodzice zaśmiali się. Pani Granger usiadła w fotelu znajdujący się koło głowy dziewczyny, a jej mąż przysiadł na oparciu, zarzucając jej ramię na barki. Hermiona podniosła głowę by na nich spojrzeć. Wraz z upływem lat jej rodzice wydawali się być w sobie coraz bardziej zakochani. Podziwiała ich. Od dziecka marzyła o takiej miłości jak ich. Byli w siebie zapatrzeni i zawsze rozumieli się bez słów.
  – Kochanie, zaczynam czuć się niezręcznie, gdy tak nam się przyglądasz.
Hermiona zarumieniła się. Spuściła wzrok na poduszkę i wtedy coś jej się przypomniało.
  – O, właśnie mamo. Miałam cię o coś zapytać.
  – Słucham skarbie?
  – Mieliśmy jakiś gości? Zauważyłam, ze ktoś spał w moim łóżku.
Tym razem to starsza z kobiet oblała się rumieńcem.
  – Nie, nikt u nas nie nocował. To ja spałam w twoim łóżku.
  – Ahh – westchnęła Hermiona, lekko się uśmiechając. – Te małżeńskie kłótnie.
Thomas roześmiał się, gładząc kobietę po ramieniu.
  – Dobrze wiesz, że my nigdy się nie kłócimy. Twoja mama po prostu za tobą tęskniła, dlatego wolała zostawiać mnie samego w zimnym łóżku i sypiać u ciebie.
Jeane posłała mu kuksańca w bok. Hermiona nie do końca rozumiała o co chodzi jej rodzicom. Spojrzała pytająco na panią Granger.
  – Oh, twój ojciec musi mieć taki długi język! - znów zarobił kuksańca. – Czasami, gdy bardzo za tobą tęskniłam, spałam w twoim łóżku, bo pachnie tobą...
Zamurowało ją. Dosłownie. Nie wiedziała co powiedzieć. Wiedziała, że dla rodziców jest to bardzo ciężka sytuacja. Była ich jedynym dzieckiem i zapewne zanim dostała się do Hogwartu to zupełnie inaczej wyobrażali sobie jej przyszłość. Ale teraz zaakceptowali wszystko i dawali jej wolną rękę, mimo że nie zawsze było im łatwo. Łzy napłynęły jej do oczu. Wstała i usiadła na kolanach Jeane, przytulając do siebie oboje rodziców.
  – Mam najlepszych rodziców na świecie...
  – A my mamy najwspanialszą córkę – odpowiedział pan Granger, przytulając swoje dziewczyny.

 ***


Gorąca kąpiel  - to było to, czego było jej potrzeba. W końcu poczuła się odprężona i pozwoliła myślom leniwie płynąć. Czuła jak cały stres, zmęczenie, odpływa z jej ciała. Woda zaczęła robić się zimna, więc wyszła, otulając ciało, miękkim ręcznikiem. Przez chwilę miała dziwne wrażenie, jakby ktoś trzymał ręce na jej talii. Owinęła się szczelniej ręcznikiem, a uczucie zniknęło.  Wróciła do swojego pokoju. Założyła piżamę i usiadła przy biurku. Zastanawiała się co powinna zrobić. Wiktor zachował się źle, ale po części była to wina Freda. Obiecała, że napiszę, a Hermiona Granger zawsze dotrzymuje obietnic. Zamoczyła pióro w atramencie. Wiedziała, ze pisząc list tutaj, mogłaby użyć długopisu, ale jakoś nie mogła się do niego przekonać. Znajomy zapach atramentu wsiąkającego w pergamin wypełnił jej płuca, sprawiając, ze delikatny dreszcz przeszedł po jej plecach. Naskrobała kilka trochę bezsensownych zdań i odłożyła papier do wyschnięcia. Do jej uszu dobiegło ciche pukanie.
  – Proszę – odpowiedziała, siadając na łóżku.
W drzwiach stanęła Jeane. Jej sylwetka odziana tylko w cienką, nocną koszule wydawała się być jeszcze drobniejsza niż zwykle. Usiadła na łóżku koło córki, uśmiechając się.
  – No to opowiadaj!
Hermiona mimowolnie się uśmiechnęła, wiedziała, że mama nie odpuści jej tematu Matta. Starała się powstrzymać swoją ciekawość, ale jak widać niezbyt jej to wychodziło.
  – Ale o czym mamo?
Kobieta wydęła lekko wargi i przewróciła oczami.
  – Jak to o czym? O swoim chłopaku!
Ogromne wypieki wpłynęły na policzki młodej Granger.
  – Mamo! To nie jest mój chłopak, tylko kolega ze szkoły!
  – Tak, tak kochanie. Za moich czasów też się tak mówiło...
Zaśmiała się.
   – Jeśli znajdę sobie chłopaka, mamo, obiecuję, ze będziesz pierwszą osobą, której o tym powiem.

 Kobieta przytuliła córkę do siebie.

***

Pierwsze promienie słońca wdarły się do pomieszczenia, drażniąc się z jego powiekami. Niechętnie otworzył oczy, spoglądając na zegarek stojący na nocnej szafce. Dochodziła jedenasta.  Przerzucił się na brzuch, chowając twarz w poduszkę. Wypita wczoraj Ognista Whisky nadal krążyła w jego krwi, sprawiając że głowa niemiłosiernie pulsowała. Wiedział, że trochę wczoraj przesadził, ale mimo to impreza rozpoczynająca wakacje była dla niego jak najbardziej udana. Mnóstwo osób z ich roku wpadło, miedzy innymi Lee i Kate.  Angeliny nie było, bo jej nie zaprosił. Wiedział, że gdy tylko się dowie to będzie miał kolejną wielką aferę, ale musiał trochę od niej odpocząć. Sam nie wiedział czemu, ale ostatnio tracił pewność co do sensu tego związku. Z westchnieniem wcisnął twarz jeszcze głębiej w poduszkę. Drzwi pokoju otworzyły się z cichym skrzypnięciem, które dla niego wydawało się równoznaczne z wystrzałem armatnim.
  – Wstawaj misiaczku! – krzyknął z diabelskim uśmieszkiem na ustach, George. 
 – Oh, koteczku, tak mnie wymęczyłaś tej nocy, daj mi jeszcze pięć minutek! – zironizował w odpowiedzi, Fred.
 
  – Dobra, koniec tej zabawy. Musimy porozmawiać.

  – Czekaj, – podniósł się do pozycji siedzącej – muszę sprawdzić w grafiku kiedy mam wolny czas. 
George przewrócił teatralnie oczami.
 – Okej, skoro tak to pójdę pogadać z Ginny! – obrócił się na pięcie i bardzo powoli złapał za klamkę.
 
  – No patrz, masz dzisiaj ogromne szczęście. Mam akurat kilka minut wolnego czasu! – poklepał miejsce na łóżku koło siebie. – Powiedz synu co cię trapi?
George usiadł na miejscu wskazanym przez bliźniaka, po czym zdzielił go w potylicę.
  – Mam brata debila, naprawdę…
Fred zrobił zmartwioną minę i skinął głową.
 – Tak, masz rację. Ron jest totalnym debilem, ale lepiej nie mówmy o tym, bo zrobi mu się przykro.
Wybuchli śmiechem. Fred rozciągnął się na łóżku, spoglądając pytająco na brata.  
 – To o czym chciałeś pogadać?  
  – Raczej o kim, a nie o czym braciszku…
Fred już od pewnego czasu domyślała się, że między jego bliźniakiem, a Katie Bell jest coś więcej, ale wczorajszy wieczór okazał się prawdziwym przełomem w ich relacjach. Bell cały wieczór ( a przynajmniej tę część wieczór, zanim urwał mu się film) spędziła w objęciach Georga.
  – Całowałeś się z Katie?
Skinął głową, a Fred radośnie podskoczył na łóżku. 
  – No nareszcie, już myślałem, że się nie doczekam! Czaiłeś się jak Ron na największy kawałek kurczaka. Gratulację brachu! – poklepał go po plecach z aprobatą.
 
  – Lepiej powiedz mi, gdzie podziała się twoja dziewczyna?
Fred posępniał. Poprawił poduszką, unikając spojrzenia brata. 
  – Nie zaprosiłem jej.

  – Tyle zdążyłem sam wywnioskować – zażartował, dźgając go w żebra.
 
  – Po prostu musiałem trochę od niej odpocząć. Możemy o tym nie rozmawiać?
 
  – Dla ciebie wszystko, najdroższy!
Fred zamachnął się by rzucić w niego poduszką, ale ten był szybszy i zdążył już uciec na korytarz.


***



Szybkim krokiem przemierzała kolejną dzielnicę swojego osiedla. Do umówionej godziny spotkania pozostało jej już tylko kilka minut, a jak wszystkim doskonale wiadomo – Hermiona nienawidziła się spóźniać. Ostatnie kilka metrów przeszła już prawie biegiem, gdy przed jej oczami zamajaczyła sylwetka chłopaka. Zwolniła. Korzystając z okazji, że był odwrócony do niej tyłem, szybko wygładziła swoją sukienkę i poprawiła włosy. Podeszła do niego i  położyła mu dłoń na ramieniu.
  – Cześć! – rzuciła radośnie, gdy obrócił się twarzą w jej stronę.
Gdy tylko ich spojrzenia się spotkały, na twarzy chłopaka pojawił się nieśmiały uśmiech. Hermiona odruchowo go odwzajemniła. Podobało jej się to, ten uśmiech i blask w oczach wydawał jej się w pewnym sensie znajomy. Stali tak chwilę, przyglądając się sobie, aż w końcu brunet zabrał głos.
  – Cieszę się, że zgodziłaś się ze mną spotkać. Nikogo tutaj nie znam. Dopóki cię nie spotkałem, byłem pewny, że te wakacje to będzie jedna, wielka, klapa.
Hermiona zarumieniła się. Spuściła wzrok.
  –  A teraz już tak nie uważasz?
  – Nie – odparł z niezwykłą pewnością w głosie. – Teraz sądzę, że mogą to być jedne z lepszych wakacji w moim życiu.
Rumieniec na policzkach Hermiony rozszerzył swoją powierzchnię i teraz objął już całą twarz.
  – Zobaczymy.– Zebrała się w sobie by w końcu na niego spojrzeć. Gdy w końcu jej się to udało, nie mogła oderwać oczu od jego stalowych tęczówek. Im głębiej się w nie zapadała, tym bardziej rosło w niej poczucie winy. Czuła się tak jakby zdradzała Freda…Zaraz, zaraz Granger! Przecież nic cię z nim ni łączy. To, że zrobił  coś, przez co bardziej go lubisz, nie wiedząc nawet dlacego..to jeszcze nic nie znaczy!
  – To co chciałbyś dziś robić? – zapytała, starając się zagłuszyć sumienie.
  – Hmm… – udał, że się zastanawia. – Macie tutaj jakieś boisko?
Zastanowiła się chwilę. Nigdy nie interesowały jej mugolskie sporty, więc takie obiekty w okolicy nie zwracały  jej większej uwagi. Jednak przypomniała sobie pewne miejsce.
  – Tak, dwie przecznicę stąd jest dość duży kompleks sportowy. Moja mama chodziła tam kiedyś, gdy miała fazę na siłownię.
Matt znowu się uśmiechnął, ukazując garnitur białych zębów i do tego nieziemskie dołeczki w policzkach. Cholera…Czy on to robi specjalnie? Odwróciła wzrok, udając że zainteresowały ją kwiaty rosnące na posesji obok nich.
  – No dobrze, to prowadź księżniczko.
O nie, nie, nie, nie! Czy on…Czy on przed chwilą nazwał mnie KSIĘŻNICZKĄ?! Kilka głębszych oddechów. Opanuj się Hermiono, nie rób z siebie wariatki. Młodzież tak ze sobą rozmawia, to nie jego wina, że jesteś zwykłą kujonicą i nie znasz slangu!
Po około półgodzinnym marszu, dotarli na miejsce. O dziwo, mimo obaw Gryfonki, rozmowa im się kleiła. Właściwie to kleiła się nie tylko rozmowa, a także Matt, którego ramię kilka razy lądowało na jej barkach lub talii. Weszli na teren obiektu. Hermiona obróciła się do niego twarzą, stając w miejscu.
  – Proszę bardzo, oto mugolskie królestwo sportu!
Brunet rozejrzał się i pokiwał głową z aprobatą.
  – Okej. Skoro ty mnie tutaj przyprowadziłaś, to muszę ci się odwdzięczyć!
Spojrzała na niego pytającym wzrokiem, a entuzjazm rosnący w jego oczach zaczął ją lekko przerażać.
  – Siatkówka, koszykówka, ręczna czy noga?
W końcu zrozumiała o co mu chodzi. Podniosła ręce w geście poddania się.
  – Nie ma mowy Matt! Do sportów mam dwie lewe ręce.
Stanął za nią i objął ją w pasie, przyciskając do swojej klatki piersiowej. Był od niej dużo wyższy, więc schylił się lekko, tak by jego twarz znajdowała się na wysokości jej ucha.
  – To nie było pytanie, kochanie – wyszeptał, sprawiając że jej odkryte ramiona natychmiast pokryła gęsia skórka. Zagryzła lekko dolną wargę, gdy chłopak się od niej odsunął i podszedł do półek z piłkami. Wyciągnął jakąś dwukolorową, która dobrze się odbijała. Wnioskując po tym co widziała w telewizji, gdy jej tata oglądał sport, doszła do wniosku, że jest to piłka od siatkówki. Matt złapał ją za rękę i pociągnął w stronę boiska. Nie protestowała. Wiedziała, że nie ma z nim szans. Zresztą, nie była pewna czy ma ochotę protestować. Poczucie winy zastąpiła teraz niecna idea, której starała się do siebie nie dopuszczać, jednak ona zdążyła już zakiełkować w jej głowie mimo prostestów Hermiony. Zazdrość. Wzbudzić zazdrość Freda…
Matt stanął za nią i ujął jej nadgarstki w swoje dłonie.
  – Szerzej nogi, dłonie musisz mieć złożone tak – tutaj, niby dla demonstracji, splótł swoje palce z jej. –   Brawo, idealnie. Jak zwykle pilna z ciebie uczennica. Teraz ja podrzucę piłkę, a ty postarasz się ją odbić.
Podrzucił lekko piłkę, a Hermiona płynnie ją odbiła, sama zdziwiona swoimi umiejętnościami. Podskoczyła z radości.
  – Udało mi się!
Matt podbiegł do niej i lekko uniósł, obracając kilka razy wokół własnej osi. Hermiona zaczęła nerwowo chichotać, niezbyt wiedząc jak się zachować. Odstawił ją, przyglądając jej się z uśmiechem.
  – Od początku byłem pewny, że ci się uda. Inteligentna z ciebie czarownica.
Hermiona chciała się do niego uśmiechnąć, ale jej głowę momentalnie przeszyło dziwne uczucie, jakby zamrażania? W jej uszach zaczęły odbijać się urywki jakiś rozmów, a przed oczami majaczyć niewyraźne obrazy. Czuła się tak, jakby ktoś włączył w jej głowię kablówkę, ale bez nastawienia na dobre fale. Czarownico…Moja mała czarownico… Ciepłe dłonie otuliły jej twarz, a czyjeś opierzchnięte usta spoczęły na jej malinowych wargach…Kocham…pocałunek…cię…kolejny buziak…moja…i znów pocałunek…mała…tym razem usta chłopaka spoczęły na nosie…czarownico…
Dźwięk ustał, a obrazy z jej głowy zniknęły.
  – Hermiona? Hemiona, wszystko w porządku? Strasznie zbladłaś, usiądź lepiej.
Pomógł jej usiąść na ławce, po czym objął ją ramieniem.
  – Co się stało?
Spojrzała na niego. Widziała w jego oczach, że się przejął, więc starała się zmusić do uśmiechu.
  – Wszystko już ok, ale lepiej wracajmy…

Skinął głową i pomógł jej wstać. Czarownico… To jedno słowo cały czas odbijało się echem w jej głowie. I co najgorsze, doskonale wiedziała z czyich ust je słyszała…


***



– Raz, dwa, trzy! Najprzystojniejszy mężczyzna patrzy!
Fred obrócił się szybko i wskazał palcem na George’a i Katie, którzy siedzieli przytuleni do siebie na kanapie.
  – A mam was gołąbeczki! – krzyknął z satysfakcją.
Podbiegł do kanapy i wskoczył na drugie kolano brata, znajdując się teraz twarzą w twarz z Katie. Bliźniak próbował go zrzucić, ale niestety nieskutecznie.
  – Katie, skarbie, jesteś pewna, że wybrałaś dobrego bliźniaka? Mogłaś się pomylić, ale to ja jestem ten przystojniejszy.
Dziewczyna wybuchła śmiechem uderzając Freda w pierś. Ten szybko odskoczył, spoglądając jeszcze przez ramię na nich i robiąc gest oznaczający, że ich obserwuję. Wszedł do kuchni, słysząc jeszcze komentarz George’a:
  – Co za gumochłon…
– Błąd braciszku! Co za seksowny gumochłon! – odkrzyknął, zaglądając do  spiżarki w poszukiwaniu czegoś co mogłoby zostać jego śniadanio-obiado-kolacją. Ostatecznie nic takiego nie odnalazł, więc wrócił do kuchni, tam jednak jego uwagę przykuło coś innego. Na parapecie siedziała mała, podpalana sówka, która była mu bardzo dobrze znana. Westchnął cicho i wyciągnął list z dzióbka ptaka. Koperta wyrwała mu się z dłoni i ułożyła w kształt ust. Szybko zatkał uszy, by choć trochę ochronić swoją nadal lekko skacowaną głowę.
  – FREDZIE WEASLEY, CO TY SOBIE WYOBRAŻASZ?! JAK ŚMIESZ MNIE TAK TRAKTOWAĆ? MYŚLAŁEŚ, ŻE SIĘ NIE DOWIEM? MUSIMY POWAŻNIE POROZMAWIAĆ! CHYBA, ŻE CHCESZ MNIE WYMIENIĆ NA GRANGER, CO? CAŁY POCIĄG O TYM HUCZAŁ, TYLKO JA OCZYWIŚCIE DOWIADUJĘ SIĘ OSTATNIA! ZASTANÓW SIĘ NAD SOBĄ FRED!
Bum! List wybuchł, zostawiając po sobie, wirujące w powietrzu, zwęglone, kawałki pergaminu. Chłopak wziął głęboki wdech i z całej siły uderzył pięścią w blat.
  – Chole… – ugryzł się w język, słysząc w głowie jej głos, powtarzający jak mantrę cały czas te same słowa…Panuj nad sobą Freddie…Jestem przy tobie kochanie… Tyle, że jej wcale przy nim nie było, a on wcale nie chciał jej obecności. Chyba…




  



***


Oto i jest! Kolejny rozdział wleciał do Was :D W końcu mam pewną średnią na paseczek, więc olałam szkoołę i piszę, i piszę, i piszę ;D Mimo, że wena jest to jestem zasmutkowana, że na blogu zamiast przybywać czytelników to niestety ich ubywa. :c Nie wiem co robię źle, więc jeśli coś Wam nie pasuję to napiszcie to po prostu, pliska! <3 Okej, to by było na tyle mojego marudzenia. Czekam na Wasze opinie na temat rozdziału i tradycyjnie 10 komentarzy by następny mógł się pojawić ;)
Buziaki
Marta Weasley
PS Przepraszam za wygląd zapisu tekstu, ale blogger wariuje i nie mogę tego zmienić ;/




  
Harry Potter - Nimbus 2000 Broom
.
.
.
.
.
.
template by oreuis